HISTORIE WYBRANE

KAŻDA MANDALA MA SWOJĄ HISTORIĘ.

A każda z tych historii jest wyjątkowa - dokładnie tak jak osoba, dla której maluję. Poznajcie niektóre z nich. Bardzo osobiste i bardzo mi bliskie. Osoby. Historie. Mandale.

mandala narysowana czarnym tuszem
TRZECIE OKO - MANDALA DLA WIKTORA

Wiktora poznałam w pracy. Przyjechał na spotkanie ze mną chyba gdzieś znad morza. A może nad tym morzem mieszkał jeszcze wcześniej? Chyba się potem gdzieś przeprowadził i to właśnie z tego Gdzieś przyjechał na spotkanie ze mną?  Nie do końca pamiętam. Pamiętam jednak jak opowiadał, że kilkanaście lat wcześniej mieszkał niedaleko mnie. Może już wtedy mijaliśmy się na rowerach w pobliskim lesie? Obcy. Nieznani. Obojętni. Czy już wtedy ktoś zapisał na górze, że powstanie mandala dla niego? Nie wiem.
Wiktor  ciągle się przeprowadza. Pielgrzymuje z miejsca na miejsce. Szuka. Podąża. Zadaje pytania o cel. Podczas jednej ze swoich pielgrzymek napisał do mnie "moja podróż jest celem". To zdanie towarzyszy mi przy każdej kolejnej mandali.   Życie Wiktora to podróż. Taka dosłowna. Z lotniskami, plecakiem, mapą, spaniem kątem u ludzi - za pracę. Ze swoich podróży przysyła mi zdjęcia kwiatów, wierząc, że je kiedyś będę umiała namalować oraz dekli do studzienek kanalizacyjnych. Zasila w ten sposób mój zbiór  "Mandali miejskich". Krótko po tym jak się poznaliśmy - może rok, może dwa lata później - Wiktor sprzedał biznes życia i ... wyjechał. Najpierw do szamańskiego lasu a później w rytmie bębnów grających w jego sercu - dalej. W zasadzie bardzo, bardzo, bardzo daleko.  Wpada czasami z tej Afryki do Polski. Wtedy...
Całą historię przeczytasz TUTAJ


 

 

RÓWNOWAGA

Intencja jest punktem wyjścia dla każdej kolejnej mandali.
Intencje są tak różne jak różni są ludzie. Najczęściej pokazują nasz brak.  Brak miłości - mandala na miłość.  Brak pieniędzy - mandala na pieniądze. Brak … itd
Pewnego dnia przyszedł do mnie mail z zamówieniem na namalowanie mandali ale ... od osoby gdzie nie było żadnego braku a życie pokazywało tylko przegięcia raz w jedną skrajną raz w drugą i zawsze zamiast braku - był nadmiar. Nawet pierwotnie chciano od razu dwie mandale. No masz. I co teraz??? Jaka intencja? Jaka potrzeba? Co dalej gdy bazą jest nadmiar.
Trzy miesiące rozmów. Trzy miesiące zmieniania intencji. Trzy miesiące moich odpowiedzi - nie, nie czuję tego, nie namaluję. Trzy miesiące konfrontowania się z historią dla obu stron (mnie i zamawiającego) tak osobistą, tak bliską, że nie da się jej tu opisać. Na przemian czułam złość, że ktoś mi robi lustro (a ja robię co mogę, żeby tylko nie zobaczyć w nim siebie) i poczucie winy, że nie chcę się z tym zmierzyć. Kilka razy zmieniałam blejtram. Tło przemalowałam kilkanaście razy - od czerwieni przez fiolet i znowu bordo i znowu…
Nie, nie namaluję.
W końcu zamawiający przestał pisać a ja zostałam z tą historią sama.
Jak osad układała się we mnie na nowo.

Całą historię przeczytasz TUTAJ

 

zielona mandala pt: Równowaga

 

 

mandala namalowana farbami akrylowymi
JESTEM TYM SAMYM CHOĆ SIĘ ZMIENIAM

Świat jest dla nas lustrem. Mówią. Świat daje Ci to, co masz w sobie. Mówią. Mówią też, że nie dostaniesz od Świata, Kosmosu, Losu, Boga, Matki Natury (właściwe sobie podkreślić) tego, czego nie masz w sobie. Chcesz dostać miłość - najpierw znajdź ją we własnym wnętrzu i pokochaj siebie. Proste? Tak. Łatwe? Yyyyy tego noooo... niekoniecznie. Owszem uczy się nas - kochać i okazywać miłości bliźniemu ale nie uczy się kochać nas samych. O ile trafiliście na dom, w którym w balansie nie graniczącym z egoizmem, słyszeliście "zadbaj o siebie", mieliście wielkie szczęście. Najczęściej jednak na drugiej skrajnej osi  "domów miłością bliźniego płynących" - znajdują się domy, w których programowano nas na "myśl o sobie, ludzie są podli". I potem staje człowiek w swojej dorosłości oko w oko z miłością i albo daje za dużo albo brać nie potrafi. Spalamy się w tym ogniu piekielnym wyrzutów sumienia, żeby tylko nie przekroczyć niewidzialnej linii wyrzutów sumienia, gdzie jasno i wyraźnie napisano krwią na bawolej skórze: samolubna samochwała, sknera i do tego jeszcze egocentryk.

Masz to? Łatwiej Ci dawać innym niż sobie? Miesiącami zbierasz pieniądze odmawiając sobie choćby drobnych przyjemności a potem pożyczasz je komuś, kto ma te pieniądze od Ciebie od razu. Na nic nie musiał czekać, oszczędzać, odmawiać sobie.  Ile razy Ci ich nie oddano? No i ci znajomi. W zasadzie nie robią nic złego. Tylko pytają czy masz czas i ...

Całą historię przeczytasz TUTAJ

 


 

 

MATRYCA

Po mojej prababce Maryjannie odziedziczyłam gen zbieractwa drobnicy leśnej (na przykład grzyby), filigranowe dłonie jak u chomika (dobre dla krawcowej - tak słyszałam od dziecka), umiejętność segregowania wszystkiego w pudła i pudełeczka („żeby porządek był na wierzchu” - tak się u mnie w domu mówiło) oraz amnezję wtórną, która sprawia, że nigdy nie wiem gdzie te pudełka schowałam. Towarzyszy więc w mojej rodzinie - kobietom głównie - system na wiewiórkę. Jeśli już toczy nas jakaś pasja (haftowanie, ogrodnictwo, robienie na drutach) wszystkiego mamy za dużo ale upchnięte w wielu dziuplach, co sprawia, że zawsze jest szansa, żeby znaleźć orzechy na zimę. I choć porządek na wierzchu jest - nie mamy pojęcia gdzie coś leży.
Wzorce transgeneracyjne to przekazywane z pokolenia na pokolenie układy zachowań, nawyków i postaw. Chłoniemy je mniej więcej do 6 roku życia - utrwalając potem przebywaniem w klanie rodzinnym, który racjonalizuje nam potrzebę podtrzymywania takiego wzorca. o moim ojcu – konstruktrorze, wynalazcy, maratończyku – odziedziczyłam zamiłowanie do sportu (w życiu nie będę biegać!), długie nogi (tato – dziękuję), oraz przekonanie, że wszystko jest możliwe, tylko najpierw to trzeba wymarzyć, potem wymyślić, potem opracować i wreszcie zrobić. Też dziękuję. Mama dała najpyszniejszą kuchnię pod słońcem, umiejętność doprowadzania projektów do końca („to nie jest sztuka zacząć” – słyszałam) i tajemną wiedzę wyboru mąki na ciasto drożdżowe. Tylko niech nie zwiedzie Was ten sielankowy obrazek.

Całą historię przeczytasz TUTAJ

mandala granatowa pt. MATRYCA

 

 

NIHIL SINE CAUSA

Tym razem przyszło zamówienie dla siostry. Dla starszej siostry.
Rzadko kiedy zamawiają młodsze siostry dla starszych – zazwyczaj kierunek jest odwrotny. Pierworodna przejmując rolę opiekunki dba o młodszą świat do stóp jej kładąc. A tym razem a kuku. Niespodzianka. I jeszcze intencji miliard dwieście. I jeszcze żeby było jej dobrze w życiu i jeszcze żeby … Myślę: blejtram 2 x 2 metry tej ilości nie wchłonie chyba trzeba malować na większym.
Na szczęście mieszkanie starszej siostry okazało się być przytulnie małe.
Nihil sine causa – mawiali łacinnicy. Nic bez przyczyny. To popularne łacińskie powiedzenie docenili architekci i budowniczy Wawelu. Napis ten, jako swoiste przypomnienie źródła dzisiejszego stanu jest wyryty w kamieniu nad drzwiami wejściowymi do renesansowej… toalety.
Nie. Już mnie to nie śmieszy.
Zdanie: nihil sine causa – przypominam sobie zawsze jak wywala mnie z zakrętu życia gdzieś do rowu refleksji i gdzie skutek biorę w ręce jako wynik wcześniejszych moich działań lub… braku działań właśnie.

Więc: nie na miłość i nie na pieniądze. I nie na miliard dwieście innych potrzeb. A na...
Całą historię przeczytasz TUTAJ