KSIĄŻKI O MANDALACH

To, co znajduje się w sieci, to powielane zlepki tych samych informacji. Wystarczy wrzucić w wyszukiwarce hasło >>MANDALA<< i możemy nomen omen - w kółko - czytać te same, nawet nie przepuszczone przez "antyplagiat", informacje. Że koło, że łuk, że tradycja Tybetańska. No i, że koło to niebo i wszystko, co nieskończone i zewnętrzne a kwadrat to wnętrze, człowiek i ziemia. I jeszcze do tego wsadźmy gdzieś Junga, najlepiej w środek, bo każdy fachowiec od mandali wie - że mandala środek jakiś musi mieć. Pozwólcie więc, że nie będę tutaj wymyślać koła (taki lans na metaforę) i po prostu podzielę się z Wami, książkami po które warto sięgnąć.
No to startujemy.

 

Książka Susan Fincher pt Kreatywna mandala

Susanne F. Fincher "Kreatywna Mandala".

Od tego zaczęłam. Pewnie dlatego, że na każdej stronie internetowej poświęconej dowolnemu aspektowi związanemu z mandalą - wszyscy powołują się na tą autorkę.  Nie znalazłam żadnego aktualnego, nowego  wydania więc kupiłam w antykwariacie z drugiej ręki. Czasami ta książka pojawia się na aukcjach i chyba przez wzgląd na tak częste cytaty na stronach www uchodzi za bardzo poszukiwaną. I choć pojawia się w opcji "licytuj" najczęściej cena minimalna  ustawiona jest na próg powyżej 50 PLN, co patrząc na zawartość, jest ceną znacznie wygórowaną. Owszem mamy tu bardzo dobrze zapowiadający się spis treści - historię teorii mandali wyprowadzoną nieomalże od Adama i Ewy, potem teorię koloru oraz liczby i formy w mandalach występujące wraz z zawiłym opisem, co ma co oznaczać. Kłopot w tym, że czyta się ciężko. Czasami mam wrażenie, że pływamy po bardzo dużym poziomie ogólności tyle, że ten poziom opisany jest skomplikowanym słownictwem. W pierwszym momencie może się czytelnikowi wydawać, że czyta coś bardzo ale to bardzo trudnego, o wysokokalorycznej treści. Gdyby jednak zdjąć pozory nomenklatury - zostanie mało albo niewiele. To nie tak, że książka jest słaba. Nie. Autorka poświęciła życie na zgłębienie tematu mandali i oddała się temu bez reszty opracowując metody arteterapii oparte o pracę z mandalą. Doceniam. Doceniam też fakt, że zebrała w jednym miejscu, ze skrupulatnością godną mnicha, ogrom spostrzeżeń i refleksji.  Potem siadła, napisała i wydała. Myślę jednak, że dało się napisać (lub przetłumaczyć) tak piękny temat jakim jest teoria mandali w sposób lżejszy. Ponadto badania (np. badania oddziaływania koloru), na które powołuje się autorka są już dziś mocno nieaktualne. Tak więc reasumując - książka warta przeczytania, dobry pierwszy krok dla kogoś kto ryje nosem w literach i lubi wiedzieć - ale jak dla mnie trudna w odbiorze i ciążąca bardziej w kierunku pracy uniwersyteckiej niż lektury pt. przeczytaj i przeżyj.

 Carl Gustav Jung "Mandala"

Jeśli to, co opisywałam powyżej czytało się średnio, to przy Jungu to już w ogóle zapomnij o lekkiej lekturze.  No ale zmordowałam tą książkę i też uważam, że warto - ALE... Warto, bo jak ktoś się czymś interesuje, to ja sobie myślę, że czytania i poszerzania wiedzy nigdy dość. Warto, bo w książce tej wyłapałam (poza całą psychologiczną resztą) bardzo fajny przykład, który mocno mnie zainspirował. Jung opisuje pewną kobietę, która w ramach terapii malowała mandale. Ponieważ jednak jej umiejętności były mniej niż przeciętne (wzięłam to mocno do siebie) obrazy były jedynie schematami tego, co tak naprawdę chciała przekazać. Z czasem pojawiały się kolejne obrazy, kolejne mandale, a  kobieta zdecydowała się na rozwijanie nauki rysunku. Moje "ALE" odnosi się nie tyle do trudnego języka czy  Junga jako takiego.  Moje "ALE" jest wynikiem właśnie takiej pracy rozwojowej w ramach tematu mandali. W książce tej znajdziemy interpretacje Junga dotyczące każdej kolejnej pracy jego wybranych pacjentów. Czytając je miałam wrażenie, jakbym wróciła na studia, gdzie na zajęciach z literatury toczyliśmy akademickie dyskusje, co kto widzi w takim a takim ujęciu poetyckim. Konkluzja zawsze szła ostatecznie w jedną stronę. Żadna z interpretacji nie jest zła czy błędna o ile jest wystarczająco dobrze poparta mieszanką wiedzy przełożonej na argumenty. Jeśli do książki Junga podejdziemy w ten sposób , że jest to zapis jego prac badawczych z jedną ( z wielu możliwych ) ścieżek interpretacyjnych, to z całą pewnością pozostawimy umysł otwartym na nowe. Jeśli jednak przykleją się nam te interpretacje jako jedyne słuszne i właściwe - mam wrażenie, że istnieje szansa zakleszczenia się w schematach myślowych.  Tak czy owak - pozycja ta - zaraz po książce:  "Psychologia a Alchemia" tego samego autora - warta jest przeczytania.

 

Zdjęcie książki autorstwa Junga o Mandali

 

zdjęcie książki Cornell o mandali

Judith Cornell, PH.D, "Mandala - Luminous Symbols for Healing".

Piękna, bogata w ilustracje i opisy książka, która aż się prosi, by przetłumaczyć ją na język polski.  Jak do tej pory jest to jedyny znaleziony przeze mnie w sieci przykład, że o mandali można zarówno dobrze jak i mądrze i na dodatek bez zadęcia. Każdy nawet najbardziej wybredny pasjonat mandalowego świata znajdzie tu moim zdaniem coś dla siebie. Poza genialną przedmową, która już na samym początku wprowadza nas w nastrój metafizyki związanej z medytacją podczas rysowania, mamy tu rozdział po rozdziale zdrowy mix: historii kultury, osobistych doświadczeń autorki, pięknych zdjęć oraz rzeczowo podanej instrukcji, jak wykonać dany rysunek. A jak już znalazłam "dobrą radę" - pokazującą jak ciąć papier, żeby nawet ze ścinków dużego arkusza zrobić sobie próbniki kolorów ( w domyśle: niczego nie niszczyć) - oszalałam z ekologicznego szczęścia.  Mandale Judith Cornell  narysowane na czarnych arkuszach kolorowymi kredkami, lub tylko białą smugą, to mieszanka świętej geometrii, intuicyjnych wzorów i prostych symboli, co mnie osobiście po prostu porywa. Jak dodamy do tego jeszcze opis mamy kompletny podręcznik adepta sztuki jaką jest mandala. Wspominałam o płycie CD z muzyką medytacyjną oraz wskazówkami do rysowania? Nie? No to wspominam i na koniec dodam tylko, że znajdziecie tu też ćwiczenia z teorii światła i koloru. Nie opis ćwiczeń - tylko zadania do wykonania. "Mandala - Luminous Symbols for Healing", to album, podręcznik nauki rysunku (światło - cień), pamiętnik terapeuty i rzetelne ujęcie historyczno - kulturowe.  Jeśli angielski nie jest barierą - absolutne must have!

David Fontana &Lisa Tenzin-Dolma "Mandala Source book".

Pełny tytuł brzmi "Mandala Source book, 150 mandalas to help you find peace, awerness & well-being" i nie będzie tu żadnej niespodzianki - jak nazwali - tak zrobili.  Ta książka ma ponad 460 stron i tak naprawdę jest to album reprodukcji 150 różnych mandali. Każdy obrazek opatrzony jest wstępem - tematem medytacyjnym. Raz będzie to zmienność faz księżyca innym razem autorzy zachęcą nas do medytacji o przyjaźni pod poetyckim tytułem "Skrzydła pokoju". Na kilku kolejnych stronach pojawią się cytaty z Wielkich tego świata od Seneki po Einsteina a potem wskazówki autorów pomagające w procesie medytacyjnym (przynajmniej w ich założeniu pomagające) i przechodzimy do kolejnej mandali, którą znów otwiera poetycki wstęp. I tak przez kolejne prawie 500 stron. Reprodukcja, tytuł rozdziału, opis, co mandala przedstawia lub czemu jest poświęcona, kilka wskazówek medytacyjnych, cytat z Wielkich tego świata i siup - kolejna reprodukcja.  Jeśli chodzi o same mandale to jest to zbiór przypominający sklep z meblami kolonialnymi: znajdziemy rysowane, malowane, pisakiem sypane ale także zdjęcia kamieni ułożonych w spiralę Fibonacciego albo futurystyczny kolaż zamknięty w okręgu zrobiony przy pomocy programu komputerowego.  Całość kończą zdjęcia roślin w zbliżeniu makro - czyli święta geometria natury. Piękna książka na prezent, dla kogoś kto lubi mandale. Pooglądać. Przejrzeć. Odłożyć na półkę.

 

zdjęcie książki Fontany o Mandalach

 

zdjęcie okładki książki

Carolyn Scrace, "Zen Doodling Mandalas"

Choć okładka praktycznie nie różni się od malowanek, które widzicie hurtem w księgarniach w dziale z kolorowankami antystresowymi, to nie jest "rysowanka dla dorosłych".  Ja akurat mam wersję w języku angielskim ale mignęła mi mutacja tej książki już w języku polskim. Tak więc, co to jest? To jest moi drodzy biblia dla wszystkich początkujących doodlingowców oraz tych, którzy kochają zentangle a to wszystko jeszcze w kółkach zaklęte - czyli w mandali. Ujmując to w krótkich żołnierskich słowach - JEST MOC! Autorka przeprowadza nas krok po kroku , etap po etapie przez wszystkie fazy rysowania/ malowania mandali - od wykreślenia kółka przy pomocy spodka i filiżanki (- praktyczne -), przez projektowanie danej mandali (od szczegółu do ogółu) aż po sugestie związane z cieniowaniem i ostatecznym wykończeniem pracy tak, by nie wyglądała na płaską. Jak krowie na rowie pokazane od czego zacząć, jak rozwinąć i jak efektownie skończyć. Ponadto Carolyn Scrace po prostu bawi się tym, co robi i jak tłumaczy etapy tworzenia. Bez zadęcia, bez szatampy,  bez kijka od szczotki w przełyku. Jest za to lekkość, otwartość (kombinuj sam z motywami, inspiruj się) i absolutne spektrum wskazówek stricte plastycznych. Te ostatnie może nie są potrzebne utalentowanym z urodzenia ale wszyscy, których jak mnie ciągnie do rysowania a daru za grosz - skrzętnie skorzystają z łopatologicznej strzałki i napisu "popatrz tu musi być jaśniej, bo źródło światła jest z tej strony" (to oczywiście nie cytat tylko rodzaj wniosku, który przychodzi mi do głowy w styku z tą książką). No uwielbiam. Sięgam po nią często. I sobie tak myślę, och jakby to było cudownie gdybym i jak tak potrafiła. Wciąż jeszcze wierze, że kiedyś...

Deborah A. Pace, CZT, "Creating Mandalas - How to draw &Design Zendala Art"

Czasami jest tak, że chcemy coś narysować, porelaksować się, może nawet przy tworzeniu mandali, ale po prostu nie mamy pomysłu. Żaden wstyd. Wena nie jest zjawiskiem stałym. Wena przychodzi - odchodzi - i nie wiadomo kiedy będzie znowu. Kapryśna jak panna na wydaniu - co zrobić. Jednak z pomocą tej książki możemy olać zjawisko weny i poćwiczyć rękę. Nic dziwnego Deborah A. Pace - autorka - poza tym,  że jest wielokrotnie nagradzaną artystką, jest nauczycielem i instruktorem rysunku. Nawet jeśli język angielski jest dla Wam problemem -  nie wahajcie się aby nabyć tą pozycję.  Poza wstępem dotyczącym sugerowanych materiałów plastycznych - jak typy markerów, rodzaje papieru, cyrkle i pędzle - 90% książki to rysunki, rysunki i jeszcze raz rysunki. Owszem pod każdym etapem tworzenia mandali mamy krótki komentarz - ale jest on na tyle prosty, że z pomocą translatora online każdy da radę. Na 140 stronach krok  po kroku przećwiczymy wszystko od prostych zasad geometrii, przez trudne zasady geometrii (mówię za siebie, może dla niektórych to bułka z masłem, mnie jednak czasem ta bułka więźnie w gardle - może masła wiedzy za mało...) aż po fikuśne wzory otrzymywane z kreatywnych połączeń kilku przeciętych ze sobą linii (o! i jest wiatraczek!). To są wzory, wzorki, typy i rodzaje mandali wyprowadzone z przecięcia przekątnych kwadratu. Idąc za wskazówkami autorki - tworzymy własną wersję w domowym zaciszu. A potem? A potem możemy sobie to nawet pokolorować.

 

zdjęcie okładki książki