Skup się na tym co robisz – i rób tylko to!

Mar 12, 2021 | #TuSięCzytaWPiątki

Dzień dobry!

Co u Ciebie? Odpoczywasz? Pracujesz? Planujesz podbój kosmosu czy tkwisz w jakiejś czarnej d…ziurze? Jak minął Ci tydzień? Jaki masz plan na weekend? Masz jakiś plan czy raczej brzuchem w kierunku sufitu a głową w bok na Netflix? Każde działanie jest dobre jeśli jest zgodne z Tobą i tym, co chcesz robić. U mnie martwica twórcza – trwa sprzedaż kursu „Żyj z pasją i z pasji!”, a to oznacza, że w naszym tercecie (wcale nie egzotycznym) zasuwamy ku chwale sprzedaży.
Robimy to i tylko to.
Aga, Arek i ja.

Potrafisz robić tylko jedną rzecz w jednym momencie? Jedną jedyną? Potrafisz tylko pić herbatę? Tylko oglądać film? Tylko malować? Potrafisz? Ja nigdy tego nie umiałam i chyba nadal nie umiem. Nie jest to integralna część mnie. Gotując obiad pilnuję pralki i suszarki, słucham audiobooka, a jak tylko robi się przestrzeń ogarniam dom. Po kawałku. Na przykład czekając aż ziemniaki się zrobią odkurzam przedpokój i układam ciuchy w szafce (audiobook cały czas w tle, w tle pralka, w tle suszarka, o kurczę, zmywarkę miałam puścić, więc puszczam). Taka jestem. Daje to sporą wydajność, nie przeczę, ale nie nadaje się (jako sposób funkcjonowania) do stosowania zawsze.

Kiedy sprzedaję – skupiam się jedynie na sprzedaży. Na bok idą telefoniczne pogawędki, które uwielbiam. Na bok idą pędzle i farby. Tak – to prawda – cierpię. Odstawiam też na bok jakąkolwiek inną aktywność, która nie wiąże się ze sprzedażą. Całym zespołem robimy to i tylko to, a wszystko po to, by nie rozwadniać. Nie ma miejsca na śmieszne relacje na Instagramie o koniu/kocie. Nie ma przestrzeni na twórcze uniesienia. Nie ma też czasu, by robić cokolwiek innego. Dom funkcjonuje w miarę normalnie. Dzieci nie siedzą w kącie za zasłoną i nie cyckają makowin przez tetrową pieluchę, żeby jakoś przetrwać i nie umrzeć z głodu. Nie grozi im też choroba sieroca, więc opieka społeczna mi ich nie odbierze. Nie mogą też liczyć na to, że nie sprawdzę Librusa i Vulkana – dzienników elektronicznych, w których czarno na białym jak krowie na rowie stoi brak zadania z plastyki i nieobecność na pierwszej godzinie. (Jak? Przecież siedzą w domu???? Wyjaśnimy to przy kolacji! Będzie głośno! Będzie dym! Będzie matka w akcji!)

Kiedy sprzedaję – skupiam się jedynie na sprzedaży! Nie znoszę tego. Nie, że nie znoszę – sprzedawania. Nie znoszę – tego skupienia. Wtedy, kiedy wiem, że muszę działaś jak laser, że nie mogę się rozdrabniać, moja głowa szaleje i wymyśla pierdyliar różnych pomysłów na rozwój społeczności. Oczywiście jako rasowa działaczka chcę to od razu wcielić w życie. No i nie mogę. Sama sobie zakładam kaganiec na mózg i tę jego część, która zarządza kreatywnością. Ach ileż pomysłów mam na śmieszne posty i pościki. Ach jakież obłędne relacje mi teraz przychodzą do głowy. Ach jak baaaaaaaardzooooooo mnie nuuuuuudziiiiii robienie w kółko tego samego. Tego, co już dobrze znam. Tego, co nie niesie ze sobą ekscytacji niespodzianki. No ludzie. No nudzę się. Roboty po kokardy, bo sprzedaż – ale mentalnie to ja się nudzę.

Kiedy sprzedaję – skupiam się tylko na sprzedaży! Nie stać mnie na krok w prawo czy w lewo. Ten krok ani nie jest wart takiej ucieczki na gigant, ani się nie opłaca. Od razu przełoży się on na wyniki w sklepie. Robię to już zbyt długo, by samą siebie oszukiwać, że mogłoby być inaczej. Nikomu innemu poza mną (nami w zespole) nie będzie zależało tak bardzo na mojej (naszej) firmie jak mnie (nam). Nasze zarobki uzależnione są od tego właśnie skupienia. Więc puszczam złość, że nie mogę jak każda artystka robić tego, co chcę tylko to, co muszę. Puszczam wściekotę. Puszczam też irytację i nudę. I robię przestrzeń na to, co dzieje się tu i teraz.

Nasza skrzynka mailowa puchnie i pęka w szwach. Ponieważ jednym z priorytetów Ba-Ha-Art jest traktowanie społeczności nie jako szarej masy, nie jako tłum, który robi zasięgi – tylko jako zbiór indywidualnych jednostek – do każdego maila podchodzimy jak do człowieka. Staramy się wsłuchać (wczytać) w to, co ktoś pisze, by jak najlepiej doradzić. Od poniedziałku do dziś tylko ja sama napisałam dokładnie 62 maile odradzające zakup kursu. Analogiczne maile szły od Agi i Arka. Poświęciliśmy czas, żeby powiedzieć – nie kupuj. To dla mnie jest uczciwa sprzedaż. Napisaliśmy też wiele maili – „tak – kurs jest dla Ciebie”, a potem obszernie – dlaczego. Jesteśmy poganiani, kolejnymi mailami, czy możemy odpisać szybciej – bo ktoś 15 minut temu wysłał zapytanie i nadal nie dostał odpowiedzi. Kiedy już to zrobimy (tak, to prawda czasami trzeba poczekać na naszą odpowiedź) odpisanie zwykłego dziękuję – graniczy z cudem.

Dziękuję się zdarza, ale bardzo rzadko. Więc jeśli teraz to czytasz i wiesz, że dostałaś/ dostałeś ode mnie odpowiedź i odpisałaś/łeś – to wiedz, że jesteś mega wyjątkowym człowiekiem !!!!! SERIO!!!!!! Dziękuję! To właśnie dla takich osób jak Ty chce mi się nadal robić to, co robię. Ale… wiedz też, że będę to robić niezależnie od tego, czy ktoś skrobnie słówko czy nie. Ten brak dziękuję mnie nie zraża. Nie zrażają mnie też pełne pretensji maile: „czemu pani mi ciągle wysyła maile!!! Ja panią zgłoszę!!!” (jeszcze nie wiem, gdzie mnie zgłoszą, ale i tak się nie boję – sama sobie tego adresu na listę mailingową nie wpisałam) – uprzejmie informuję, że na dole każdego mojego maila jest link do wypisania się z listy. Sprawa jest prosta. Jeżeli nie chcesz moich maili – nie jesteś moim odbiorcą. Będzie nam Ciebie brakowało. A teraz pozwól, że wrócimy naszym tercetem, by dalej sprzedawać.

Pisząc to, chcę zwrócić Ci uwagę na to, że kreatywni się nudzą tym, co nie jest twórcze. Przeszkadza nam wtedy wszystko i łatwo o rozproszenie. Kiedy zależy Ci na czymś w sposób szczególny, ale nie jest to najbardziej pociągające zajęcie na świecie – przeliczaj je na dni i godziny. To coś nie trwa wiecznie – bo nic nie trwa wiecznie. 12 dni sprzedażowych to 288 godzin. Tylko 288 godzin! Z tych 288 godzin część przesypiam, część przejadam, część przegaduję z dziećmi i partnerem, i jeszcze sporą część przeznaczam na ruch fizyczny, spacery, jogę i ćwiczenia (w tym bieżnię). Obliczyłam to. Nawet jeśli w tym czasie pracujemy po 10 godzin dziennie (bez niedziel – to nie do ruszenia jest!) to zostaje nam raptem taka jakby „studniówka” ale w godzinach. Za każdym razem, kiedy podchodzę do komputera albo biorę komórkę w rękę pamiętam, że mam 100 godzin, żeby sprzedać kurs. Nie oglądam śmiesznych kotów, nie zaglądam do znajomych na fejsie, skupiam się na sprzedaży i robię TO I TYLKO TO!

To dlatego pytam, co u Ciebie? Odpoczywasz? Pracujesz? Planujesz podbój kosmosu czy tkwisz w jakiejś czarnej d…ziurze? To dlatego pytam jak minął Ci tydzień? Jaki masz plan na weekend? Masz jakiś plan czy raczej brzuchem w kierunku sufitu a głową w bok na Netflix? Pytam, bo w ten sposób (jeśli odpowiesz) skorzystam z Twojej aktywności, trochę ogrzeję się przy Twoich działaniach i choć trochę się rozerwę.
A potem?
A potem wrócę do sprzedaży. Bo to jest mój czas, kiedy sprzedaję.
Skupiam się na tym i robię tylko to.
A na moje przychodzące mi do głowy szalone i kreatywne pomysły mam specjalny zeszyt. Zapisuję tam wszystko, co chciałabym robić teraz. I jakoś tak dziwnie się składa, że kiedy już przychodzi możliwość, by to zrobić – wcale mi się nie wydają te pomysły ani takie fajne, ani twórcze, ani obłędne. Ten zeszyt – zapisywany przeze mnie od lat – uzmysławia mi, że rozproszenie to moja głowa. A tu rządze ja nie mój mózg.

Każde działanie jest dobre jeśli jest zgodne z Tobą i tym, co chcesz tym działaniem osiągnąć.

Ściskam Cię,

Basia

PS.
Ten post skomentujesz poniżej. Zapraszam.