fbpx

Z SERCA DO SERCA – MANDALA DLA OLIEGO

Kwi 3, 2018 | historie wybrane

Najpierw zapalił się papierowy ręcznik stojący zbyt blisko świeczki.  Jakieś zaćmienie umysłu kazało mi na ten ręcznik dmuchać. To jest ten moment, w którym powinni mi odebrać sprawność strażaka zdobytą w wieku lat siedmiu w drużynie zuchowej. Papierowe ręczniki nie palą się żywym ogniem, za to dymią tak, że klękajcie narody. W pokoju ciemno od dymu. No to okno otwieram. Przeciąg się zrobił tak nienormalny, że cały ten popiół z tego ręcznika wylądował na mokrym płótnie i przykleił się wraz z fragmentami nadopalonej ligniny.  Nie jest dobrze – pomyślałam. Ale zostawiłam te paprochy w mokrej farbie. Widać tak miało być – pomyślałam. Odwróciłam się, żeby wynieść te śmieci z biurka, nie wiem fartuchem a może jednak ręką – zahaczyłam i rozlałam wodę z kilku słoików do płukania pędzli.  Ponad pół godziny ścierałam  falę zniszczeń. Wtedy myślałam już, że powinnam odpuścić i przestać. Że tej mandali nie powinnam już dotykać. Że tak oto właśnie: Bóg, Los,  Matka Natura czy też szanowny Kosmos informują mnie, że tu oto w tym miejscu kończy się moja wielka przygoda z mandalami. Dalej przejścia nie ma. Wytarłam więc pędzle i poszłam powiesić mokre ścierki na balkonie.  To wtedy wywaliłam kwiatki z donicy. Też niechcący. Nogą. Potknęłam się i poszło.

Ziemia na bosych, letnich stopach z tą wodą z tych ścierek i ja cała w tym wietrze dziwnym (a przecież upał był i jeszcze chwilę temu nie wiało wcale) i jeszcze ten dym, co po ogniu został.
Jakieś wrażenie cudu człowiek wtedy ma w ciągu tych wszystkich katastrof.

Tą zieloną mandalę pomagały mi tworzyć cztery żywioły.
Ogień. Woda. Ziemia. Powietrze.
Żywioł piąty – Kobieta.

 

Oliwier w dniu kiedy dla niego maluję ma 8 lat. Oliwier jest numerologiczną wibracją mistrzowską – 22 – i potrzebuje dużej ochrony.  Wibracje mistrzowskie to zawsze duże cele i wielkie projekty. Nierealizowane redukują mistrzostwo do wartości podstawowej. W tym przypadku do 4. Żeby wzmocnić plan Najwyższego na mandali umieściłam 22 okręgi. Rozchodzą się one jak fale, które powstają po wrzuceniu kamienia do spokojnego jeziora albo jak fale bijącego serca.  To dlatego odległości między nimi, im dalej od środka tym stają się bliższe siebie, tworząc w ten sposób – jeden po drugim – 22 pierścienie ochrony. Bo Oli potrzebuje ochrony. Z centralnego punktu mandali wypuściłam 22 promienie zakończone 22 złotymi punktami, w ten sposób po raz trzeci wzmacniając wibrację mistrzowską. Przed okiem ciekawskich sceptyków, na samym środku,  pomiędzy promieniami schowałam runę ALGIZ. Wygląda jak Y z dodatkowym patyczkiem w środku, albo jak człowiek wznoszący ręce do Boga. Człowiek, który prosi. Prosi i dostaje. Algiz jest mocną runą ochronną. Bo Oli potrzebuje ochrony.

Jest 11 sierpnia 2016 roku. Na messengerze pisze do mnie pewna kobieta prosząc o namalowanie mandali do pokoju dziecka. Siostrzeniec jest w szpitalu od ponad roku. Wszyscy bardzo czekają na niego i chcą przyszykować pokój na jego powrót. Jest szansa, że wróci. Jest duża szansa.  Albo po prostu – szansa.  Jakaś drobna, rozpaczliwa cząstka wiecznie żywej nadziei, że teraz na pewno wróci. Że wszystko się poukłada. Jest 11 sierpnia 2016 roku. Po roku oczekiwania, podłączony do sztucznej komory – Oli – przeszedł transplantację serca.

Zielony. Żółty.
Kolory trzeciej i czwartej czakry.

W takich momentach jak te – czuję, że mnie to przerasta.
To całe malowanie. Jest fajnie, wiecie kółka, kwadraty, aplauz publiczności, bo niektórym nawet się podoba to co robię. No ale bez przesady – malowanie na zlecenie – dla kogoś, kto potrzebuje – no way! Jest we mnie opór. Tam w jakimś szpitalu, jakieś dziecko, pomiędzy końcem a początkiem, a ja tutaj w środku wakacji, udaję że umiem malować. Stan chłopca jest beznadziejny. Patrzę w blejtram, na którym zamiast zielonego tła wychodzą jakieś męty i brunatne smugi. A przecież zielony w tubce jest zielony. Do dziś nie wiem, o co chodziło.  Patrzę tępo na blejtram i toczę dyskusję z Panem Bogiem. To dyskusja w stylu – rusz to za mnie, bo sama nie dam rady.

Wyłączam się. Wracam. Zapalam świecę.

Zaczynam.

 

Resztę  znacie.

Najpierw zapalił się papierowy ręcznik…