fbpx

“W Instagram – to ja nie umiem.”

wrz 9, 2019 | #TuSięCzytaWPiątki

Nie umiem w Instagram. Niby nic takiego, bo przecież nie umiem w wiele rzeczy,
ale chorera w Instagram to ja nie umiem – bardziej niż bardzo.
Nie umiem w ten świat, który zamyka się w czterech ścianach łazienki – koniecznie w wannie, koniecznie w pływających kwiatach, koniecznie z dopiskiem „wieczorny chill”. Nie umiem, bo jest mi to obce. Wieczorem to ja ryję nosem po ziemi ciesząc się, że wczoraj też ryłam, bo ślad w podłodze już mam, więc jest szansa, że do łazienki trafię.

Nie umiem w świat dalekich podróży – pozdro z lotniska, wodospady, dżungle, zachody słońca i klasyk na koniec „szkooooda wracać”. No nie umiem. Do niedawna najdalej w swoim życiu to ja byłam w Wieluniu, lotniska mnie onieśmielają, a z samych wakacji przywiozłam owszem 600 zdjęć ale ja jestem tylko na trzech.

Dwa już tu pokazałam – to z kaktusem większym od człowieka i to z mandalą w drogim hotelu. Trzecie nie nadaje się do publikacji. Wyglądam na nim jak krzyżówka foki z morświnem. Naukowcy do tej pory usiłują znaleźć odpowiedź na nurtujące ich pytania: dlaczego ta foka stoi, dlaczego ma gacie z lajkry i stanik w paprocie i wreszcie, jaki gatunek morświnów nosi kapelusz z rondem wielkim jak układ słoneczny.

Nie umiem w dwadzieścia pięć tysięcy serc uznania za napisanie 3 linijek tekstu, który nie ma kompletnie sensu i nic nie wnosi w moje życie. Ma za to błędy. Ortograficzne, stylistyczne i logiczne. Dwa pierwsze bym wybaczyła. Braku logiki – nie. A jednak – tamten świat dwadzieścia pięć tysięcy razy dotknął ekranu telefonu i zagłosował sercem na atrakcyjność treści i zdjęcia. Vox populi. Takie życie.

W tym tygodniu moje konto na Instagramie osiągnęło rekordową, przyprawiającą o zawroty głowy – ilość 500 (słownie pięciuset ) folołersów. Nie wiem, co z tym niekwestionowanym sukcesem zrobić.
Rady jakieś? Sugestie? Jak udźwignąć i nie oszaleć?
Tyle się teraz mówi, że ludziom uderza do głowy ta, jak to było, popularność…

FOTO: Łukasz Ćmiel – wow!